Dlaczego warto być „łowcą okazji”.

By | 30/07/2017

Chyba każdy z nas lubi korzystać z nowych rzeczy. Pierwszy raz otwierasz pudełko, czujesz zapach nowości, a w zasadzie fabryki. Masz pewność, że wszystko działa bez zarzutu i gwarancję producenta. W praktyce zakup nowej rzeczy nie ustrzeże Cię od problemów. Sam kupiłem nowy komputer, który po 2 tygodniach zaczął się psuć. Przez pierwsze 3 miesiące więcej czasu spędził w serwisie niż u mnie w domu. Pomny w doświadczenia z tego zakupu, dzisiaj zamiast skorzystać z gwarancji, skorzystałbym z rękojmi i problem szybko zostałby rozwiązany.

Z drugiej strony mamy rzeczy używane. Nie mamy pewności jak były eksploatowane, nie wszystko widać na pierwszy rzut oka. Wiele wad można zauważyć dopiero po dłuższym użytkowaniu. Używane rzeczy mogą być w gorszym stanie, nie mają takie efektu nowości, który sprawiałby, że rośnie nasze poczucie własnej wartości kiedy z nich korzystamy.

Rzeczy używane mają jednak bardzo ważną zaletę – pozwalają zaoszczędzić często bardzo duże kwoty i mimo wszystko także służyć przez wiele lat. Często są one dużo tańsze od nowych rzeczy, dodatkowo można się jeszcze targować. Wręcz nie wypada się nie potargować. Z moją małżonką Iwoną lubimy nazywać się „łowcami okazji”, ponieważ dość często dokonujemy takich zakupów. Regularnie przeszukujemy olx.pl poszukując okazji. W myśl zasady, że pieniądz zaoszczędzony to pieniądz zarobiony świadomie „polujemy”. I daje nam to dużą satysfakcję.

Postaram się Wam przybliżyć jak to robimy na kilku przykładach. Być może dzięki temu postowi inaczej spojrzycie na możliwości oszczędzania. My w ten sposób zaoszczędziliśmy już kilka tysięcy złotych. Najwięcej udało nam się zaoszczędzić na wyposażeniu mieszkania.

Komoda i szafa

Prawie całe mieszkanie mamy wyposażenie w meble i sprzęty z IKEA. Trafiają w nasze gusta i nie mamy problemu z ich transportem. W związku z tym, że mieszkamy daleko od najbliższego sklepu meblowego, ma to dla nas duże znaczenie.

Kupiliśmy komodę z serii Hemnes i szafę z serii Brusali za pół ceny. Komoda nowa kosztowała 799 zł, natomiast szafa 599 zł. Zapłaciliśmy 650 zł. I to z dostawą do domu. 70 km od naszego miejsca zamieszkania pewna rodzina przeprowadzała się, i Pani Domu stwierdziła, że te meble nie pasują do nowego wnętrza. Po niecałych dwóch latach użytkowania. Zaczęliśmy rozmowy od 800 zł, Pan opuścił 100 zł. W związku z tym, że meble wymagały niewielkiego odświeżenia, poprosiłem, jeszcze o zniżkę na farbę. I zgodził się: obniżył cenę o kolejne 50 zł. Co więcej, powiedziałem, że chętnie bym zabrał, ale nie mam jak. Pan sam zaproponował, że mi gratis dostarczy do domu, ponieważ dysponuje samochodem dostawczym, a i tak planuje być w naszej okolicy w niedługim czasie. Bardzo zależało im na szybkiej sprzedaży, ponieważ potrzebowali pieniędzy na wykończenie nowego mieszkania, a sprzedawane meble musieli przechowywać w garażu. Nadchodziła jesień i było ryzyko, że meble ulegną zniszczeniu a wówczas nikt już ich nie kupi. Farba kosztowała ok 25 zł, już nie pamiętam dokładnie. Faktem jest, że kupiliśmy meble o ponad 700 zł taniej, a po odmalowaniu wyglądały jak nowe.



Łóżko

Łóżko, już nie z IKEA, także kupiliśmy znacznie taniej. Na olx znaleźliśmy ogłoszenie o sprzedaży łóżka. Cena wyjściowa 600 zł, po negocjacjach cenę ustaliliśmy na 400 zł. Łóżko nabyła pewna rodzina z oddalonej ok 70 km wsi. Kupili duże łóżko, które zajmowało prawie całą powierzchnię niewielkiego pokoju. Po niecałym roku jednak stwierdzili, że zakup ten był błędem. My natomiast dysponowaliśmy dużo większą przestrzenią mieszkalną i tak duże łóżko mogliśmy bez problemu zagospodarować. Pierwotna cena zakupu wynosiła 2000 zł. Nie dysponowaliśmy odpowiednio dużym samochodem aby przetransportować więc drodze negocjacji udało nam się także uzyskać darmowy transport. Aby dopasować do pozostałego wyposażenia, moja małżonka pomalowała łóżko na kolor biały. Jeżeli uwzględnimy koszt farby i paliwa całkowity koszt zakupu wyniósł ok 500 zł. W porównaniu z pierwotną ceną zakupu oszczędność wyniosła 1500 zł. Porównując ceny, sam zakup materaca wyniósłby przynajmniej 1000 zł.

Lodówka

Będąc w trakcie remontu nowo zakupionego mieszkania powoli rozglądałem się za wyposażeniem, które musiałbym zakupić. Pewnego dnia wracając do domu zobaczyłem jak sąsiad wnosi po schodach lodówkę. Zażartowałem, że zamiast się tak męczyć odsprzedali by mi tą lodówkę. Odpowiedzieli, że czemu nie, i tak nie będzie im potrzebna a jest zaledwie dwuletnia więc szkodą ją oddać czy wyrzucić. Sąsiad właśnie sprzedał swoje mieszkanie i był w trakcie budowy domu. Budowa miała jeszcze potrwać przynajmniej rok a nowa kuchnia będzie miała sprzęty w zabudowie. Ostatecznie dogadaliśmy się na cenę 650 zł co stanowiło blisko połowę wartości. Te lodówki w sklepach były w cenie 1100-1200 zł. Oszczędność wyniosła więc 450-550 zł. Lodówka została zakupiona przeze mnie w 2008 roku. Działa bez zarzutu do dzisiaj.



Sofa

Podobna sytuacja jak z łóżkiem, Pani Domu wymarzyła sobie ogromną sofę za 2500 zł. Sofa była zdecydowanie za duża do salonu, którym dysponowano. Po niecałym roku jednak sofa wylądowała w kącie pod schodami gdzie zbierała kurz. Tymczasem w naszym domu mieliśmy salon o powierzchni 40m2, który aż prosił się do dużą sofę. Cena ofertowa była 600 zł i niestety nie udało nam się jej obniżyć, mimo tego, że prawie 2 miesiące robiliśmy podchody i chcieliśmy coś urwać. Ostatecznie przystaliśmy na tę cenę, która i tak była dużo niższa od podobnych mebli w sklepie. Do tego jeszcze należy doliczyć ok 150 zł na transport. Razem zakup wyniósł 750 zł dało nam oszczędność aż 1750 zł.

Krzesła ogrodowe i wiklinowa skrzynia

Jak przeprowadziliśmy się z do domu ze sporym tarasem, pojawiła się konieczność zakupu mebli tarasowych. Niewielki stolik kawowy już mieliśmy. Potrzebowaliśmy jeszcze dokupić krzesła. Na niedalekim targu staroci znaleźliśmy dwa składane, drewniane krzesła, które spełniały nasze oczekiwania. Cena wyjściowa ustalona była na 60 zł za sztukę, czyli razem 120 zł. Wytargowaliśmy 20 zł na odmalowanie, ale więcej już się nie udało. Trudno było nam ukryć, że krzesła bardzo nam się podobają i zależy nam na zakupie. To dlatego, że podobne krzesła widzieliśmy wcześniej w sklepie z meblami ogrodowymi za 200 zł za sztukę (czyli razem 400 zł). Wobec tego zaoszczędziliśmy w sumie ok 280 zł. Na tym samym targu staroci moja małżonka znalazła jeszcze wiklinową skrzynię i stargowała cenę ze 100 zł do 50 zł. Takie skrzynie w sklepach kosztowały od 250 do nawet 400 zł.

To tylko kilka przykładów na których zaoszczędziliśmy całkiem spore kwoty. Kwoty te idą w tysiące złotych. Osobiście uważam, że warto zwrócić na to uwagę. Jeżeli dobrze poszukasz z pewnością uda Ci się znaleźć rzeczy, które będą w bardzo dobrym stanie, a będzie można nabyć je za ułamek wartości zakupu. Moje doświadczenie wskazuje na to, że najlepiej szukać okazji poza dużymi miastami. Jeżeli danej rzeczy nie można z łatwością przesłać, z pewnością sprzedający będzie miał duży problem z jej zbytem. A co za tym idzie może być bardziej skłonny do opuszczenia ceny.

Ludzie pozbywają się całkiem dobrych rzeczy z wielu powodów. Mogą to być nietrafione zakupy, nietrafione prezenty, konieczność przeprowadzki, spadek, brak miejsca itd. Przyczyn może być znacznie więcej i tylko od Ciebie zależy czy będziesz w stanie wypatrzeć okazję i z niej skorzystać.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *